Kings Of Leon myślą o kolejnym krążku!

Kings Of LEon

Donn Jones/Invision/AP

Frontman zespołu Caleb Followill w krótkim wywiadzie dla radia Sirius XM Music zdradził, że Kings Of Leon zaczną w najbliższym czasie prace nad siódmym studyjnym albumem w dyskografii. Podobnie jak w przypadku ostatniego krążka – „Mechanical Bull” – wrócą w rodzinne strony do Nashville, jednak tym razem nie będą pracować w swoim własnym studiu, ale w starym, 174-letnim domu, który stoi naprzeciwko, a który kiedyś należał podobno do inżyniera pracująego dla Dolly Parton.

„To naprawdę awangardowe miejsce i myślimy, że możemy zrobić z nim coś fajnego. No i jeśli zdarzyłoby się, że wejdziemy tam i to, co nagramy będzie brzmiało jak gówno to zawsze możemy po prostu przejść przez ulicę i wrócić do naszego studia.”

Caleb zapowiedział także, że album powinien zostać napisany jeszcze przed końcem tego roku, ale nie oznacza to wcale, że równie szybko ujrzy światło dzienne. Wokalista zażartował bowiem, że większości zespołów zajmuje około pięć lat na zrobienie siódmego albumu, a Kings Of Leon są dopiero na początku tego 5-letniego planu. Tak czy siak, to wspaniała informacja, że zespół planuje nagrywanie, choć sześć miesięcy, jakie pozostały do końca roku to nie jest przecież aż tak dużo czasu (warto przypomnieć, że „Mechanical Bull” nagrywany był między wrześniem 2012 a marcem 2013).

A cały wywiad, w którym uczestniczył także Nathan, do posłuchania tutaj:

Reklamy

Będzie nowe DVD?

Kings Of Leon

Kings Of Leon właśnie zakończyli swoją trasę koncertową w USA, dając też jeszcze dwa koncerty w Meksyku, które były zwieńczeniem paru ostatnich miesięcy. Co prawda za kilka tygodni wystąpią jeszcze dwukrotnie w Brazylii (1 listopada w Sao Paolo i siedem dni później w Rio de Janeiro), ale tę właściwą część trasy w zasadzie zakończyli. Matthew znalazł chwilę, by zatrzymać się w Norman’s Rare Guitars:

Najciekawszą wypowiedzą jest ta na końcu, kiedy Matt zapytany o datę wydania nowego albumu, potwierdza że będzie to w 2015 lub 2016 roku. A to oznacza, że grupa prawdopodobnie znowu zrobi sobie co najmniej parę miesięcy przerwy, wracając do studia być może nawet dopiero pod koniec przyszłego roku. Z drugiej strony, na ostatnim koncercie zespołu w ramach amerykańskiej trasy Caleb powiedział ze sceny, że koncert jest w całości nagrywany. Frontman grupy dodał, że czekali na to właśnie do ostatniego koncertu trasy, jednak biorąc pod uwagę wcześniejsze filmy – czy to z samych występów, czy z backstage’u – udostępnianie przez Nacho to pojawia się spora szansa, że w przyszłym roku uświadczymy kolejnego DVD od Kings Of Leon.

Możemy też już chyba przewidzieć, jak to DVD będzie się nazywało – „Songs For The City” też ma pięć sylab, tak jak i wszystkie krążki, ale także poprzednie DVD zespołu. A mając na uwadze to, że otrzymaliśmy sporo filmików właśnie z piosenkami, które były grane specjalnie z tej inicjatywy to można sądzić, że to nowe wydawnictwo będzie zawierało nie tylko koncert w Irvine, ale też wszystkie piosenki oznaczone hashtagiem #SongForTheCity oraz sporo materiałów zakulisowych.

Chris Martin znów z Kings Of Leon!

To już drugi raz w ciągu ostatnich miesięcy, gdy frontman zespołu Coldplay – Chris Martin – występuje na jednej scenie z Kings Of Leon. W maju zaskoczył wszystkich na festiwalu BBC Radio 1’s One Big Weekend, kiedy to zagrał na dwie gitary utwór „Fans”. Tym razem Martin pojawił się na scenie Hollywood Bowl w Los Angeles, gdzie razem z zespołem wykonał dwie piosenki – najpierw w ramach #SongForTheCity usiadł przy pianinie i zagrał „Talihina Sky”, a następnie został w pobliżu i pomógł zespołowi także przy wykonaniu „Notion”.

Poniżej wideo jednej z fanek, która uchwyciła moment wykonywania „Talihina Sky”. Czekamy na więcej wideo, ale również na parę zdjęć. Tymczasem na koncercie, a także za kulisami widziana też była Jennifer Lawrence, która od niedawana ponoć spotyka się z Martinem. Był to przedostatni koncert Kings Of Leon w ramach amerykańskiej trasy koncertowej. Przed zespołem jeszcze tylko występ w Irvine, a następnie dwa koncerty w Meksyku, które prawdopodobnie będą ostatnimi w tym roku.

Kings Of Leon dla Billboard Magazine

kings-of-leon-cover-990

Wracamy do dobrych wiadomości – dotychczasowy tour był przecież znakomity i wielka szkoda, że został tak nagle przerwany i to w taki niemiły sposób. Zespół nie wróci do koncertowania aż do 28 sierpnia, bowiem tyle czasu wymaga rehabilitacja Nate’a – z tego powodu odwołanych musiało zostać dziewięć koncertów. Na pocieszenie mamy jednak zdecydowanie milsze wiadomości, bo jak możemy przeczytać w artykule magazynu Billboard, Kings Of Leon tworzą już nowy materiał na kolejny krążek, który będzie siódmym w dyskografii zespołu. Całe tłumaczenie artykułu poniżej, miłego czytania!

Nie minął jeszcze rok od premiery ostatniego krążka Kings Of Leon, a zespół jest już gotowy by w niedalekiej przyszłości zająć się kolejnym – w zasadzie, zespół już się nim zajmuje. Jak w rozmowie telefonicznej zdradził frontman zespołu Caleb Followill:

„My zawsze nad czymś pracujemy. Wczoraj mieliśmy próby, a skończyło się na tym, że weszliśmy do studia i zamiast odbyć te próby to tworzyliśmy jedynie nową muzykę. Jest to jednak sposób, w jaki to robimy – jeśli włoży się nas wszystkich razem do pokoju i da się nam instrumenty to ciężko nam rozpamiętywać przeszłość i grać coś, co graliśmy milion razy. O wiele bardziej wolimy tworzyć, więc uważam że to, co do tej pory udało nam się stworzyć jest naprawdę fajne. Sporo zależy jednak od pory roku, w której robimy album – jeśli jest to zima to na płycie znajdzie się też pewnie kilka smutnych piosenek.”

„Mechanical Bull”, czyli pierwszy nowy album w ciągu czterech lat po krótkim zawieszeniu zespołu, zadebiutował na drugim miejscu listy Billboard 200 we wrześniu ubiegłego roku i zawierał hity „Supersoaker”, „Wait For Me” oraz „Temple”, które znalazły się na liście Top 20 Alternative Songs. Perkusista Nathan Followill zaznaczył, że nowe utwory są „przyjmowane bardzo dobrze”:

„Jesteśmy super podekscytowani graniem nowych piosenek na każdym koncercie i fajnie jest widzieć reakcję publiczności i przekonać się, do których piosenek znają już wszystkie słowa, a do których nie znają tekstu wcale.”

Caleb uważa tymczasem, że publiczność jest „zdecydowanie dojrzalsza”:

„Sądzę, że ludzie – teraz, kiedy mieli czas, by strawić to, co do tej pory stworzyliśmy – zaczynają uświadamiać sobie, które utwory naprawdę lubią, ale też to, ile pracy w nie wkładamy.”

Fani wciąż ekscytują się tym, jak wiele pracy Kings Of Leon włożyli w swój ostatni występ w ramach Lollapalooza. Zespół nie tylko zagrał trzy utwory – „Comeback Story”, „Milk” i „Knocked Up” – z orkiestrą, ale również zaskoczył publiczność coverem „Dancing On My Own” z repertuaru Robyn na bis, co było zdecydowanie lżejszym momentem wśród bardziej poważnego repertuaru zespołu. Mówi Nathan:

„Nie uważam, by było to coś, co sprawiłoby że ludzie wzięliby nas mniej poważnie. Była to po prostu dla nas okazja, by pokazać siebie od tej bardziej zabawnej strony, pokazać że możemy wyjść na chwilę z ramy i zrobić coś, co normalnie nie leży w naszej naturze. Zagraliśmy ten utwór wcześniej tylko raz, dla brytyjskiej stacji radiowej i nasze wykonanie zostało bardzo dobrze odebrane przez media społecznościowe, więc kiedy przyszedł czas na zrobienie czegoś specjalnie na Lollapalooza to nie mieliśmy wątpliwości, by zagrać ten właśnie utwór na tak wielkiej scenie. Odbiór publiczności był znakomity, więc bardzo się cieszę, że to zrobiliśmy.”

Caleb dodał, że zaznajomił się z utworem „Dancing On My Own” dzięki imprezom urządzanym przez jego żonę. Jak wyjaśnia:

„Za każdym razem kiedy idziemy na takie imprezy to z reguły jest DJ, który zawsze gra tę piosenkę w celu sprawienia, by wszystkie te piękne kobiety zaczęły tańczyć. Od zawsze byłem więc fanem tego utworu, tak samo jak Matthew, dlatego gdy pewnego dnia byliśmy na backstage’u i któryś z nas grał akordy „Use Somebody” to uświadomiliśmy sobie, że wystarczy lekka zmiana tych akordów i można śpiewać ten właśnie utwór. Tak więc gdy mieliśmy okazję zrobienia coveru to spróbowaliśmy z tym i wyszło dobrze. No i tak naprawdę to w Chicago staraliśmy się jedynie sprawić, by wszystkie panie tańczyły.”

Dziewięć koncertów odwołanych

kings-of-leon-the-tonight-show

Niestety, z powodu wypadku, do jakiego doszło po koncercie w Bostonie i którego skutkiem były złamane żebra Nathana, zespół musi odwołać dziewięć kolejnych koncertów, gdyż tego wymaga rehabilitacja Nate’a. W specjalnym oświadczeniu czytamy m.in. słowa dra Faiza Bhory, który podał więcej szczegółów na temat tej rehabilitacji:

„W tym momencie proces opiera się na odpoczynku, by leczenie mogło dojść do skutku. By uniknąć komplikacji i by rehabilitacja w pełni się udała potrzebna jest przerwa w występach aż do 28 sierpnia.”

Sam Nathan mówi w oświadczeniu, że już odlicza dni do momentu, kiedy znów będzie mógł zasiąść przy perkusji i kontynuować najlepszą jak do tej pory amerykańską trasę. Na razie nie wiadomo, czy odwołane koncerty zostaną po prostu przełożone, czy też nie odbędą się wcale. Wiemy natomiast, że Kings Of Leon pojawią się dziś zgodnie z planem w programie The Tonight Show with Jimmy Fallon, gdzie wykonają utwór „Family Tree”, a Nathana zastąpi na perkusji Questlove znany przede wszystkim jako współzałożyciel The Roots.

Kings Of Leon rozpoczęli Mechanical Bull Tour!

Kings Of Leon podczas koncertu w Atlancie

Koncertem w Philips Arena w Atlancie czwórka Followillów rozpoczęła swoją kolejną trasę koncertową, tym razem promującą ostatnie wydawnictwo zespołu, czyli „Mechanical Bull”. Koncert otworzył występ Gary’ego Clarka Jr., po którym na scenie pojawili się Kings Of Leon i zagrali aż… 27 piosenek! Setlista w głównej mierze oparta była na utworach z szóstego krążka (osiem piosenek z „Mechanical Bull”, debiut „Tonight”), ale pojawiły się też utwory z każdej innej płyty. Wielkie było zaskoczenie, gdy fani na samym początku usłyszeli „Charmer”, zagrane po raz pierwszy od 2011 roku. Największą niespodzianką było jednak „True Love Way”, które zabrzmiało po raz pierwszy od 2008 roku.

Kings of Leon Setlist Philips Arena, Atlanta, GA, USA 2014

Caleb podczas występu zaznaczył:

„Chcieliśmy zacząć trasę w fajnym miejscu z mnóstwem świetnych ludzi, więc dziękujemy, że udowadniacie, że nie popełniliśmy przy wyborze błędu.”

Przed rozpoczęciem trasy muzycy zapowiadali, że sporo ćwiczyli, by zadowolić wszystkich fanów po trochu. Może to oznaczać, że podczas koncertów zagrają dawno nie słyszane lub nawet nigdy wcześniej nie wykonywane kawałki. Potwierdza to wczorajszy występ i choćby wykonanie „True Love Way”. Grupa będzie koncertować w USA do końca kwietnia. W czerwcu natomiast zespół pojawi się w Europie, gdzie 13 czerwca zagra w Warszawie w ramach Orange Warsaw Festival.

Matt dla PremierGuitar

matt

Matt znalazł ostatnio chwilę, by porozmawiać z Corbinem Reiffem z portalu PremierGuitar.com i w wywiadzie mówił m.in. o procesie powstawania nowej płyty czy o planach zespołu na najbliższą przyszłość. Panowie sporo porozmawiali też o sprawach czysto technicznych i gitarowych, których nie zdecydowałem się przetłumaczyć, gdyż ekspertem od takich spraw nie jestem, a nie chcę napisać czegoś źle lub niezrozumiale. Cały wywiad, który składa się z trzech części, możecie przeczytać tutaj.

Wzięliście bardzo potrzebną przerwę przed pracą nad tym albumem. Jak to wpłynęło na proces tworzenia „Mechanical Bull”?

Przez długi czas żyliśmy naprawdę szybko, myślę że przez osiem czy dziewięć lat, więc dobrze nam to zrobiło. Wszyscy byliśmy bardzo podekscytowani, że znów jesteśmy razem i zaczynamy pracę nad albumem.

Czy podczas przerwy grałeś trochę na gitarze, czy wolisz odstawić ją, gdy nie nagrywasz lub nie jesteś w trasie?

Jestem pewien, że nie to ludzie chcą usłyszeć, ale gdy myślę o tym poprzednim roku to ledwo przypominam sobie jakiekolwiek granie na gitarze. To jednak trochę dziwne, ponieważ gdy wziąłem ją z powrotem w ręce to było to jak spotkanie ze starym przyjacielem, a ja byłem naprawdę podekscytowany ponownym graniem – i czułem jakbym był lepszym gitarzystą. Ciężko to wytłumaczyć.  To tak jak pracujesz nad muskułami, następnie robisz sobie tydzień przerwy, by muskuły się wydobrzyły i wtedy stają się one silniejsze.

Czy uważasz, że twoje podejście do grania się zmieniło?

Słuchałem sporo muzyki podczas tej przerwy, ponieważ przed „Come Around Sundown” miałem blokadę w pisaniu muzyki i zdecydowanie nie czułem się zbyt kreatywny. Słuchanie dużej ilości muzyki pomogło mi zobaczyć, co robią inni gitarzyści i inne zespoły. Nie analizowałem albumów wnikliwie, ani nic z tych rzeczy, ale myślę że znacząco mi to pomogło, gdy przyszedł czas na pisanie muzyki.

Czego słuchałeś?

To dziwne, ale wiele zespołów, które lubię nie ma mocnego gitarzysty. Jest taki zespół, który nazywa się Wild Nothing, który gra muzykę w brzmieniu pop/indie. Słuchałem albumu zespołu Horror pt. „Skying”, słuchałem też Tame Impala. Było też trochę klasycznych kawałków. Na jakiś czas powróciłem do słuchania Thin Lizzy, przez minutę także ZZ Top. Jednak nawet zespoły, które używają sporo syntezatorów pomogły mi wyobrazić sobie te syntezatory jako część gitarową, gdyż myślałem wtedy, jak mogę to przenieść na brzmienie gitary używając pedałów i innych takich rzeczy.

Gdy zjednoczyliście się, by pisać i nagrywać to jakie było wasze wspólne myślenie?

Pamiętam jedynie, że wciąż uspokajaliśmy się nawzajem, że ten album musi być świetny – albo przynajmniej, że musimy myśleć, że będzie świetny. Powtarzaliśmy: „Jeśli nie będzie świetny to zrobimy sobie po prostu dłuższą przerwę i nie wydamy albumu, póki nie pomyślimy – jako zespół – że jest świetny.” W przeszłości, zawsze czuliśmy presję – zazwyczaj to wytwórnia, która wsadzała nas do studia i mówiła „macie sześć tygodni.” Tym razem zbudowaliśmy własne studio i mieliśmy tyle czasu, ile chcieliśmy.

Biorąc pod uwagę całą tą negatywną prasę wobec zespołu, czy czuliście jakbyście mieli coś do udowodnienia?

Ciężko jest widzieć złe recenzje i być porównywanym do Creed czy Nickelback. Niezbyt rozumiem te porównania. W pewnym momencie trzeba po prostu mieć takie podejście, że „jest to coś, co kochamy robić, więc będziemy wciąż to robić, zapominać o tych wszystkich ludziach i wiedzieć, że są fani naszej muzyki.”

„Mechanical Bull” to krążek łączący różne odmienne style. Są elementy bluesowe, rocka stadionowego, country czy typowego rocka. Czy ciężko jest wypracować te różne stylistyczne tendencje zespołu?

Wszyscy mamy bardzo różne gusta, ale to wszystko składa się na całość. Ja lubię takie rzeczy z atmosferą – większe, o wiele bardziej znaczące piosenki jak „Beautiful War” i „Tonight” czy nawet „Coming Back Again”. Caleb z kolei lubi bardziej country, jak „On the Chin” i „Comeback Story”. Jared jest po trochu jak ja, więc to wszystko się razem nakłada. Jeden utwór może być bliski do utworu bluesowego czy country, a kolejny może być tym masywnie brzmiącym, który odnajdzie się na stadionie.

U2 wydaje się mieć wpływ na twoją grą, jeśli nie na cały zespół.

The Edge [gitarzysta U2] ma wielki wpływ. Wiele osób potrafi grać szybko i grać szalone solówki – i jest to zajebiste, sprawia że jest się naprawdę utalentowanym – ale ja myślę, że bycie zdolnym do napisania partii gitarowej, która zmienia cały utwór jest prawdziwym talentem. To piękna rzecz sama w sobie, a The Edge robi to świetnie.

Gdy graliście na wspólnej trasie z U2 w 2005 roku to mieliście jakieś większe relacje z Edge’em?

Mówiliśmy sobie „cześć” i tego typu rzeczy, ale nie wychodziliśmy gdzieś razem ani nie rozmawialiśmy o grze na gitarze. Raz się jednak zdarzyło, że jego technik pozwolił mi wejść na soundcheck i zobaczyć jego sprzęt, co totalnie zwaliło mnie z nóg. Wtedy miałem jedynie  gitarę, wzmacniacz, pedał pogłosowy na jeden utwór i przester na 45-minutowy set. Więc kiedy to zobaczyłem to pomyślałem jedynie „Boże, musi używać pięciu różnych pedałów tylko przy jednej piosence. To tworzy tylko jeden dźwięk, część się kończy, a on nie używa nawet tych pedałów ponownie!” Wiele ludzi mówi, że zmieniliśmy się po tamtej trasie. Pamiętam wspólną trasę z Secret Machines i ich gitarzysta – Benjamin Curtis – też miał zwariowaną liczbę pedałów. Wtedy pomyślałem sobie po raz pierwszy: „Możemy powinniśmy coś zmienić.”

(…)

Jak widzisz przyszłość zespołu?

Będziemy w trasie przez cały następny rok i naprawdę jesteśmy podekscytowani. Będzie jednak ciężko, ponieważ mamy tak wiele utworów. Kilka tygodni temu podjęliśmy decyzję, że zaczniemy grać dwugodzinne koncerty. Albo to, albo wykopiemy utwory, które wszyscy lubią i wtedy ludzie nie będą chodzili na zespoły i nie będą mogli usłyszeć tego, co chcą.  Po trasie zobaczymy co dalej. Albo od razu w 2015 wrócimy i nagramy kolejny album, albo jest możliwość zrobienia sobie kolejnej rocznej przerwy. Świetnie to zadziałało tym ostatnim razem. Wszystko było fajne i świeże, a my naprawdę i szczerze chcieliśmy to zrobić, w przeciwieństwie do tego, gdy wytwórnia mówi nam po prostu „musicie zrobić kolejny album.” Mamy się świetnie. Jesteśmy gotowi by dać czadu.