Kings Of Leon myślą o kolejnym krążku!

Kings Of LEon

Donn Jones/Invision/AP

Frontman zespołu Caleb Followill w krótkim wywiadzie dla radia Sirius XM Music zdradził, że Kings Of Leon zaczną w najbliższym czasie prace nad siódmym studyjnym albumem w dyskografii. Podobnie jak w przypadku ostatniego krążka – „Mechanical Bull” – wrócą w rodzinne strony do Nashville, jednak tym razem nie będą pracować w swoim własnym studiu, ale w starym, 174-letnim domu, który stoi naprzeciwko, a który kiedyś należał podobno do inżyniera pracująego dla Dolly Parton.

„To naprawdę awangardowe miejsce i myślimy, że możemy zrobić z nim coś fajnego. No i jeśli zdarzyłoby się, że wejdziemy tam i to, co nagramy będzie brzmiało jak gówno to zawsze możemy po prostu przejść przez ulicę i wrócić do naszego studia.”

Caleb zapowiedział także, że album powinien zostać napisany jeszcze przed końcem tego roku, ale nie oznacza to wcale, że równie szybko ujrzy światło dzienne. Wokalista zażartował bowiem, że większości zespołów zajmuje około pięć lat na zrobienie siódmego albumu, a Kings Of Leon są dopiero na początku tego 5-letniego planu. Tak czy siak, to wspaniała informacja, że zespół planuje nagrywanie, choć sześć miesięcy, jakie pozostały do końca roku to nie jest przecież aż tak dużo czasu (warto przypomnieć, że „Mechanical Bull” nagrywany był między wrześniem 2012 a marcem 2013).

A cały wywiad, w którym uczestniczył także Nathan, do posłuchania tutaj:

Reklamy

Koncert na festiwalu Firefly odwołany

Kevin Mazur/Getty Images

Jak określił to na swoim twitterze Nathan, matka natura nie otrzymała chyba przepustek VIP i zdecydowała się popsuć koncert w ramach festiwalu Firefly w Dover w stanie Delaware. Początkowo zła pogoda zmusiła organizatorów do przesunięcia występu Kings Of Leon na późniejszą godzinę, ale wraz z pogorszeniem się warunków organizatorzy byli zmuszeni odwołać koncert. Uczestników festiwalu ewakuowano, choć oczywiście nie byli oni zbyt szczęśliwi, krzycząc m.in. „Je*ać burzę!” przy wychodzeniu, ale podśpiewywali sobie także m.in. „Use Somebody”.

Niezadowoleni prócz fanów byli także sami muzycy. Nathan jeszcze na kilka godzin przed koncertem pisał, że jest bardzo podekscytowany występem, choć potem dodał też, że niebo robi się dość burzowe, dlatego na scenie odbędzie się konkurs mokrego podkoszulka – nie udało się. Jared z kolei napisał, że zespół ma największego pecha, bo jedyną rzeczą, jakiej nie udało się zrobić w Delaware było danie koncertu. Przypomnijmy, że występ ten miał być nie tylko transmitowany na żywo, ale też byłby pierwszym występem Kings Of Leon od marca i niejako powrotem na trasę.